sobota, 31 marca 2012

29.03.2012

Sześć osób, dwie kucharki, za mało zastawy, dużo zamieszania, straszny bałagan- czyli drugi obiad czwartkowy na Łazarzu.

Tego dnia przygotowałyśmy:

  • krem z białej rzodkwi i cebuli z grzankami
  • pierożki kornwalijskie
  • wiosenną sałatkę
  • tartę czekoladową z bitą śmietaną i truskawkami
Krótko mówiąc- wielka improwizacja. Krem bardzo chciałam zrobić ze szparagów, a ciasto Karoliny miało być pierwotnie tartą pasikonika wg przepisu Nigelli, ale musiałyśmy ulec dostępności produktów na poznańskim rynku.




Krem z rzodkwi i cebuli z grzankami:
potrzebne produkty:
wywar warzywny (1.5 l)
jedna, całkiem spora, biała rzodkiew
3-4 cebule
1/2 łyżeczki soli
2 łyżeczki pieprzu
olej



Podsmażamy na patelni pół rzodkwi i cebule (pokrojone w plasterki) gotując w tym czasie wywar z drugą połową rzodkwi. Kiedy cebula zacznie się szklić trzeba zalać patelnię szklanką (najlepiej ciepłej) wody, osolić i podgotować około 10 minut na średnim ogniu, następnie wlać do gotującego się wywaru i gotować na dużym ogniu przez 10 min. Zmiksować wszystko blenderem i dodać pieprzu.
Nasz wywar był przygotowywany w 100% z warzyw, głównie białych: seler, pietruszka, rzodkiew i marchew (marchewkę przed zmiksowaniem wyjęłam żeby kolor był ładnie kremowy). Oczywiście można dodać soli i reszty przypraw wg uznania, ale słodki smak rzodkwi idealnie komponuje się z pieprzem- stąd całkiem spora jego ilość.


Pierożki kornwalijskie:
potrzebne produkty:
250g kruchego ciasta
(nasz przepis w następnym poście!)
450g mięsa wołowego
400ml wywaru warzywnego
2 średniej wielkości ziemniaki
1 cebula
sól, pieprz
tymianek, oregano
łyżeczka ziarnistej musztardy na bazie wina
olej
żółtko i łyżka mleka




Jest to dużo bardziej czasochłonne danie. W 90% wg przepisu Michaela Roux. W oryginale zamiast drugiego ziemniaka figurowała brukiew, zamiast wywaru warzywnego był wołowy, a jedynymi przyprawami były sól i pieprz. Ja dodałam jeszcze do gotującego się mięsa świeżego tymianku, oregano i łyżeczkę ziarnistej musztardy.


Podsmażamy krótko mięso pokrojone w kostki o boku 1.5 cm. Odlewamy tłuszcz i wrzucamy do wywaru gotującego się na małym ogniu - należy gotować aż wywar prawie całkowicie wyparuje a mięso będzie stosunkowo miękkie. Dodajemy na ostatnie chwile odparowywania tymianek, oregano i musztardę.
W tym samym czasie można gotować cebulę i ziemniaki pokrojone w bardzo drobną kostkę (bok 0.5 cm) w osolonej wodzie- aż będą kruche. Odsączamy wszystko z wody.
Łączymy ziemniaki z mięsem, czekamy aż ostygnie, Najlepiej, gdyby wszystko poleżało dwie godziny spokojnie w lodówce. Wykrawamy z kruchego ciasta okręgi o średnicy 14 cm, lepimy pierożki dobrze dociskając brzegi palcami i na końcu smarujemy je mieszkanką z żółtka i mleka. Pieczemy wyłożone na folii aluminiowej w temp. 180 st. przez pół godziny, aż zrobią się złocistobrązowe na wierzchu.



Ciasto. Ciasto- porażka, ciasto- horror, ciasto-udręka. I to jeszcze na etapie poszukiwania składników. Ogromną wadą przepisów Nigelli jest zupełne oderwanie od polskich realiów. Tarta pasikonika nie dość, że ma cudownie niedorzeczną nazwę, to wymaga paru równie absurdalnych (jak dla nas) składników- na przykład białych pianek marshmallow. Całe miasto zjeżdżone wzdłuż i wszerz bez skutku. Skończyło się na typowych, biało-różowo-żółtych- żeby kolor nie wyszedł szkaradny, zrezygnowałyśmy z zielonego barwnika. Wszystko pięknie- miała wyjść buro-różowa tarta "pasikonika". Tylko przez przypadek wlałam wodę do masy piankowej. Karolina, geniuszu. Nadzienie nie do uratowania, ale nie ma obiadu czwartkowego bez deseru. Spód (udany!) wypełniła kremówka i truskawki- jeszcze nieco plastikowe, ale pachnące jak należy. Proste, ładne, dobre, szybkie.

Tarta czekoladowa z bitą śmietaną i truskawkami (bez pieczenia):
proporcje na formę o średnicy 20cm- najlepiej z ruchomym spodem, ułatwia wyciągnięcie tarty.
  • 250g markiz czekoladowych (waga przed usunięciem kremu)
  • 50g mlecznej czekolady
  • 50g masła
  • 200ml śmietany kremówki
  • łyżeczka cukru pudru
  • 250g truskawek
Rozdzielić markizy- usunąć krem, np. zeskrobując nożem. Ciasteczka, miękkie masło i czekoladę zmielić w malakserze na konsystencję mokrego piasku. Wylepić spód formy i brzeg do wysokości ok. 3 cm. Schłodzić kilka godzin w lodówce. Bezpośrednio przed podaniem ubić śmietanę, pod koniec dodając cukier i pokroić truskawki. Wyjąć spód z formy, wypełnić bitą śmietaną i na wierzch wyłożyć truskawki.
Kroić ostrożnie, my miałyśmy tępy nóż i porcje prezentowały się średnio estetycznie- ale wygląd nie ma wpływu na smak, na szczęście.



Sałatka była zwykłą sałatką z sałaty, pomidora, rzodkiewek i zielonego ogórka z dodatkiem oliwy z oliwek i oregano.

Wszystkie przepisy są trochę mało precyzyjne, najczęściej dodajemy wszystkiego wg uznania, ale postaramy się uważniej wszystko zapamiętywać!

Gotowały Basia i Karolina, zdjęcia- Żó, goście- najlepsi.

4 komentarze:

  1. Bisiaczku,

    czy to mój ex-pokój tak pięknie wygląda?
    nie poznaję !!! kiedy ja tam mieszkałam nigdy tak pięknie nie wyglądał :)!!! i takie pyszne rzeczy, tutaj mi tego brakuje

    Julia :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Musiałam szybko czytać, żeby nie zgłodnieć. WOW! :)
    Iwonek

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdybyście kiedyś jeszcze potrzebowały klasycznych pianek Marshmallows, to można je dostać w dziale delikatesów w Marks&Spencer. Mają, z tego co pamiętam, jakąś zabójczą cenę, no ale na jedzenie nigdy nie żal:)
    Pozdrawiam
    E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udało nam się je dostać w Lidlu, pozostałość po tygodniu amerykańskim, ale będziemy pamiętać, dzięki!:)

      Usuń