poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Występy gościnne- Ola

Środowy, przedświąteczny obiad przygotowała Ola- cudne rude stworzenie o niemałym talencie kulinarnym. Miło, zwłaszcza, gdy jest się zajętym krojeniem imbiru na kawałki wielkości ziarna ryżu.

Piersi kurczaka w sosie sojowo-grzybowym


Potrzebne będą:

* Piersi z kurczaka (trzema dużymi z powodzeniem doprowadzi się otoczenie do wzmożonego wydobywania z siebie słów o charakterze suplikacyjnym. Czyli wszyscy będą najedzeni, i jak dowodzi [nie]wątpliwie logika Karoliny, zadowoleni)

* Sos sojowo-grzybowy (bez problemów można go znaleźć w działach ze zdrową żywnością)

* Majonez (najlepiej o nieco większych walorach smakowych, gdyż będzie bazą dla sosu czosnkowego)

* Czosnek (ilość ząbków: przynajmniej 4, najlepiej więcej)

* Kwaśny owoc (kiwi, grejpfrut)

* Odrobina mleka

* Rozsądna ilość oleju

Krok pierwszy:

Zdobywamy piersi z kurczaka ok. 24h przed ich planowanym podaniem na stół. Niezależnie od źródła, myjemy je, przecinamy na pół jeśli są połączone błoną. Ułatwi to nam późniejsze manipulacje i uchroni przed efektownymi plamami z sosu sojowo-grzybowego (uwaga praktyczna nr 1: jeśli zdarzy się takie niefortunne zdarzenie, jak ochlapanie siebie sosem sojowym, to najlepiej on schodzi tłuszczem; zmycie wodą może chwilę potrwać). Opłukane piersi umieszczamy w misce o dowolnym formacie i z dowolnego materiału. Byleby się mieściło. Następnie zalewamy je sosem sojowo-grzybowym dokładnie i obficie. Przykrywamy pokrywką (talerzem, deseczką itd.) i wpychamy do lodówki. Możemy o nich zapomnieć na jakiś czas.

Następnego dnia rano wyciągamy mięso z lodówki i za pomocą łyżek, widelców, palców, jak wolicie, przewracamy na drugą stronę. I znowu do lodówki.

Krok drugi:

Wyjmujemy piersi z lodówki. Na patelni rozgrzewamy olej. Płomień musi być wysoki. Następnie wrzucamy piersi na patelnię, wraz z sosem sojowym i przykrywamy pokrywką. Pieczemy tak przez kilka minut, potem obracamy piersi na drugą stronę. Następnie znowu powtarzamy proces obracania, ale przy okazji zmniejszamy płomień do średniego. Prawdopodobnie w tym momencie (lub chwilę potem) należy dodać trochę wody w celu spulchnienia mięsa. Pieczemy piersi aż do zciemnienia skórki – jest to, niestety, proces czysto intuicyjny. Długość rezydowania mięsa na patelni zależy od tego ile mamy na niej kawałków, jak są grube itd. Ale 13-15 min. to takie minimum.

Krok trzeci, finalny:

Upieczone mięso kroimy ostrym nożem na plastry, które układamy na talerzu naprzemiennie z plastrami owoców. W miseczce przygotowujemy sos czosnkowy, który wychodzi z majonezu, mleka i (a jakże) czosnku.

Jemy, aż padniemy.

(przepis i opis dzięki uprzejmości Oli, dziękujemy!)

Padłyśmy. Było absolutnie wspaniałe, i na dodatek łatwe do powtórzenia- zrobiłam w domu, zajęło maksymalnie pół godziny. Idealne.

1 komentarz: